Biada literaturze, która nie budzi namiętności - Tadeusz Boy-Żeleński

Książki, które nie budzą emocji szybko ulegają zapomnieniu i vice versa, te które budzą namiętności stają się nieśmiertelne tak jak ich autorzy.
Być może jest to jedna z przyczyn, dla których tyle osób próbuje swoich sił w pisarstwie – stać się nieśmiertelnym dzięki własnej twórczości.
A w dzisiejszych czasach, w czasach e-booków i internetu, publikacja własnych tekstów stała się znacznie ułatwiona, gdy królowała tradycyjna książka, grafomańskie teksty trafiały zazwyczaj do szuflady, teraz – można wydać e-booka (praktycznie zerowym kosztem) lub publikować je w portalach literackich.

Każdy autor pisze z nadzieją, że zaistnieje – bardzo nielicznym faktycznie się to udaje. O tych nielicznych mówimy na forach literackich i blogach (blog o literaturze).

Jedynym mankamentem dobrych książek jest to, że zwykle stają się przyczyną powstania wielu złych - Georg Christoph Lichtenberg

Znalezienie odpowiedniego przykładu dla potwierdzenia słów Lichtenberga nie powinno być żadnym problemem.
Pojawienie się każdego bestsellera wydawniczego skutkuje zazwyczaj wysypem literatury : z jednej strony pojawiają się liczni naśladowcy, z drugiej sypie się grad polemik.
Im bardziej kontrowersyjna książka, tym większe budzi namiętności, a związany z tym szum medialny jedynie te namiętności podsyca : sprzedaż rośnie, zarabia autor bestselleru, naśladowcy, oponenci i w efekcie zdaje się, że wszyscy są zadowoleni.

Może oprócz czytelnika.

Zastanówmy się chwilę nad fenomenem „Kodu Leonarda Da Vinci” Dana Browna.
Typowy thriller, z bardzo sensacyjnym wątkiem. Nieźle pomyślana fabuła, szybka akcja, sprawna narracja i jędrna stylistyka utworu to główne atuty książki.
Czyta się przyjemnie, szybko i z ogromnym zaangażowaniem wyobraźni.
Temat już wcześniej poruszany w książkach, przedstawiony w formie powieści, w mistrzowski sposób wywołał grad polemik i... naśladowców.
Największą trudnością w całym tym procesie, z punktu widzenia osoby zaangażowanej i zainteresowanej tematem, okazać się mogło znalezienie w morzu kiepskich nawiązań i jeszcze gorszej, merytorycznie i stylistycznie, krytyki, jakiegokolwiek rzeczowego opracowania odpowiadającego poziomem sprawnej narracji Browna.

Jak radzić sobie w gąszczu literackim wspomnianym przez Lichtenberga? Najlepszym odwołaniem wydają się być opinie pasjonatów – swoisty czytelniczy klub wsparcia (fora literackie, blog o książkach, itp.) najbardziej pomocny przy wyborze odpowiedniej lektury i oczywiście strony dedykowane książkom - patrz: księgarnia internetowa.

Książki i autorzy: demoniczny Dan Brown


Książki Dana Browna, od momentu pojawienia się w sprzedaży wzbudzają bardzo dużo kontrowersji. Księgarnie wciąż notują je na listach bestsellerów, grono czytelników ciągle rośnie, wzrasta też liczba zwolenników , wręcz fanów, i przeciwników pisarza.


„Kod Leonarda da Vinci” stał się przysłowiowym kijem wetkniętym w mrowisko. Na głowę autora, który szybko stał się bożyszczem czytelników, posypały się protesty głównie ze strony organizacji religijnych i niejednokrotnie fanatycznych, tzw. obrońców wiary. Ta ostra reakcja stała się motorem napędowym manii związanej z „Kodem..”: jak grzyby po deszczu powstawały i powstają kolejne książkowe polemiki, często nie mające nic wspólnego z dążeniem do prawdy, które to dążenie, w zamyśle większości autorów stanowiło przyczynek do dyskusji z historią opowiedzianą przez Browna.

Moim zdaniem, cały ten szum polemiczny i nagonka na autora wynikają z obawy przed dosłownym zrozumieniem książek, pisanych jędrnym zrozumiałym językiem, dostępnym dla szerokiego grona odbiorców. Zdaje się, że granicy między fikcją literacką a faktem czy też tradycją nie dostrzegają zwłaszcza autorzy polemizujący z Brownem, sądząc zapewne, że większość czytelników nie posiada umiejętności oddzielenia fikcji od rzeczywistości. Fakt, że sam Brown umiejętnie podsyca szum medialny twierdząc, że wierzy w przedstawiane przez siebie tezy, ale wygląda to raczej na chwyt marketingowy niż faktyczną kampanię na rzecz prawdy.

Książki Browna to doskonałe thrillery i tak należy je odbierać. Ich niesamowite oddziaływanie na wyobraźnię może być jedynie zaletą: zmusza do myślenia.

Księgarnie internetowe mają powieści Browna w stałej ofercie, a księgarnie religijne – dla przeciwwagi dostarczą lektur niezbędnych do zaznajomienia się z reakcjami jego przeciwników i oponentów.
Dostępne książki Dana Browna sprawdzisz klikając w link.

Bardzo wiele książek należy przeczytać po to, aby sobie uświadomić, jak mało się wie - Mikołaj Gogol

Nie czytasz, więc nie wiesz i żyjesz w błogiej nieświadomości własnej niewiedzy.

Trudno nie zgodzić się z Gogolem. Słowo pisane, w formie literatury (pięknej czy popularnonaukowej) to specyficzny rodzaj przekazu, wymagający odpowiedniego zaangażowania ze strony odbiorcy, w tym sporego zaangażowania wyobraźni. Dzięki temu, informacje przyswajane są świadomie, skłaniając do zastanowienia i kolejnych poszukiwań.

Czytanie wciąga, a kolejne lektury, mimo że w pewnym sensie odsłaniają braki czytelnika (niewiedzę), wcale nie muszą prowadzić do pogorszenia nastroju (nie wiem, nie umiem, jestem do niczego) czy zaniżenia samooceny. Czytanie budzi raczej głód wiedzy i ciągły niedosyt: zaangażowany czytelnik chce się uczyć czytając wciąż więcej.

Podejście do książki i do czytania, w dużej mierze zależy od wzorców wyniesionych z domu, z dzieciństwa. Osoby, których nie nauczono czytania książek, rzadko stają się aktywnymi czytelnikami w późniejszym wieku. Wynika to po części z nawyków, po części z nieuświadamiania sobie przyjemności jaką dostarcza dobra książka i oczywiście w dużej mierze ze zwykłego lenistwa.

Tradycyjne sposoby zachęcania do lektury zdaje się, że nie spełniają swojej roli. W Polsce i w Europie poziom czytelnictwa od długiego czasu utrzymuje stałą wartość – co druga osoba czyta jedną książkę rocznie. Zrywy czytelnicze obserwujemy za to w chwili pojawienia się bestsellerów, co w dużym stopniu wynika z odpowiednio prowadzonych kampanii medialnych, ale też z typowego marketingu wirusowego. Dobra sieć „poleceń”, informacji przekazywanych bezpośrednio – z ust do ust, na forach książkowych i w blogach (blog o literaturze) to najlepsza z form popularyzacji wiedzy, wartościowych książek i samego czytelnictwa.

Umberto Eco vs. Waldemar Łysiak

Jako nastolatka zaczytywałam się powieściami i publicystyką Waldemara Łysiaka. Pasja ta wymagała swoistego poświęcenia. Księgarnie na pniu wyprzedawały kolejne publikacje Łysiaka, pozostawała biblioteka (zacięte polowanie na cokolwiek) i książki pożyczane od znajomych lub kupowane na bazarach: dużo droższe niż przeciętne publikacje.
Po początkowej fascynacji został niestety jedynie sentyment. Mimo ułatwionego dostępu do książek, a może właśnie z jego powodu, zobojętniałam na opowieści i ... tyrady Łysiaka. Być może w tej chwili narobię sobie wrogów, ale stanowczo stwierdzam, że jako autor Łysiak już się według mnie wypalił. Owszem , w dalszym ciągu czaruje erudycją, ale poszczególne frazy i chwyty zanadto się powtarzają, autor wciąż oscyluje wokół tych samych, dosłownie identycznych schematów. Staje się powoli demagogiem – fakt, że ściśle ukierunkowanym jeśli chodzi o grono odbiorców.

Główna zaleta Łysiaka to niesamowita erudycja, niestety czytając jego książki człowiek jakby tkwił w jednym punkcie, w przeciwieństwie do Eco, który zdaje się być kopalnią coraz to nowych pomysłów i eksperymentów literackich.

Umberto Eco to, dla mnie osobiście, autor okresu dojrzałego – na literaturę nie reaguję już tak emocjonalnie jak kiedyś, toteż każda nowość w sensie formy czy w znaczeniu informacyjnym stanowi przyczynek do włączenia aparatu myślowego. Rozwijam się dzięki Eco, czytając Łysiaka – tkwię w miejscu.

Dostępność książek obu autorów: księgarnie tradycyjne i księgarnie internetowe
Obaj autorzy często goszczą na listach bestsellerów, jeśli chodzi o zakup ich książek – polecam księgarnie internetowe – są tańsze i lepiej zaopatrzone od większości księgarni tradycyjnych.